Marketing dla salonu fryzjerskiego.
Pełny grafik bez dziur po nieodwołanych wizytach i klientki, które wracają do tej samej fryzjerki. Zdjęcia, które sprzedają, rezerwacja i lokalna widoczność.
Dla kogo
Klientka nie szuka salonu. Szuka fryzjerki.
Fryzjerstwo ma coś, czego większość usług nie ma: klientka, która raz trafiła na dobre ręce, wraca co kilka tygodni i nie sprawdza konkurencji. Marketing dla salonu fryzjerskiego ma więc dwa cele naraz — zdobyć pierwszą wizytę i nie zgubić kolejnych. Większość salonów walczy o pierwszą, a traci na drugich.
Nowa klientka przychodzi z mapki. Wpisuje „fryzjer + miasto", „fryzjer damski w pobliżu", „koloryzacja + miasto" albo „barber + dzielnica", ogląda zdjęcia w wizytówce i sprawdza ocenę. Porządkujemy wizytówkę Google pod te frazy: kategorie, godziny, cennik, zdjęcia efektów zamiast wnętrza z katalogu. Jeśli w salonie pracuje kilka osób, każda dostaje własne portfolio na stronie, bo klientka szuka konkretnej fryzjerki, nie firmy.
Zdjęcia metamorfoz to najtańsza reklama w tej branży. Działają w wizytówce, na Instagramie i w reklamie Meta na okolicę. Układamy prosty rytm publikacji, który nie zabiera wieczorów, i pilnujemy zgody klientki na publikację — zawsze, także na story. Bez filtrów, które obiecują więcej, niż da się powtórzyć na fotelu.
Powroty nie biorą się z reklamy, tylko z tego, jak łatwo umówić następną wizytę. Rezerwacja online — jeśli salon pracuje na Booksy, podpinamy je pod stronę i pod wizytówkę, żeby z wyniku w Google do zapisu było jedno dotknięcie. Przypomnienie dzień przed wizytą i propozycja kolejnego terminu od razu przy kasie. Cennik jawny, per usługa i długość włosów, z dopiskiem, że koloryzacja jest wyceniana po konsultacji — to oszczędza telefony „ile za balejaż".
Osobny temat to nieodwołane wizyty. Dwugodzinna dziura po koloryzacji, na którą nikt nie przyszedł, kosztuje więcej niż brak reklamy. Przypomnienia SMS, zaliczka przy zabiegach powyżej godziny i lista rezerwowa łatają to szybciej niż jakakolwiek kampania. Do tego telefon: fryzjerka z farbą na rękach nie odbiera, a klientka dzwoni do następnego salonu. W Prześwietleniu sprawdzamy, ile takich połączeń przepada.
Pracujemy też z gabinetami kosmetologii i innymi usługami lokalnymi — jeśli salon działa przy gabinecie kosmetycznym albo z nim sąsiaduje, spinamy widoczność i polecenia w jedno. Podobny mechanizm powrotów opisaliśmy dla salonów groomerskich.
Co robimy dla salonu fryzjerskiego
Bierzemy to, co realnie zapełnia grafik i sprawia, że klientka wraca.
Jak wygląda współpraca
Sprawdzamy wizytówkę, zdjęcia, rezerwacje i telefon.
Plan pod twój salon i zespół.
Wizytówka, Booksy, rytm publikacji, przypomnienia.
Pilnujemy powrotów i opinii w czasie.
Częste pytania
Nie znalazłeś odpowiedzi? Napisz do nas — odpowiemy konkretnie.
Formularz kontaktowy →Do pokazania efektów tak, do zdobywania nowych klientek nie. Klientka szuka fryzjera w Google i na mapie, a Instagram sprawdza dopiero potem. Te same metamorfozy, które wrzucasz na Instagram, pracują w wizytówce i w reklamie na okolicę — ale to profil Google decyduje, czy w ogóle cię znajdzie.
Nie. Booksy zostaje twoim grafikiem, my podpinamy je pod stronę i pod wizytówkę Google, żeby klientka zapisała się prosto z wyniku wyszukiwania. Osobny terminarz na stronie to prosta droga do dwóch klientek na jednym fotelu.
Przypomnienie SMS dzień wcześniej, zaliczka przy zabiegach powyżej godziny i lista rezerwowa na zwolnione sloty. Dziura po koloryzacji kosztuje więcej niż brak reklamy, więc od tego zaczynamy.
Tak, per usługa i długość włosów, z dopiskiem, że koloryzacja jest wyceniana po konsultacji. Jawny cennik oszczędza telefony „ile za balejaż" i filtruje klientki, które szukają tylko najtaniej.
Jedna strona salonu, osobne portfolio każdej osoby ze zdjęciami jej prac i linkiem do zapisu właśnie do niej. Klientka wraca do konkretnych rąk, nie do szyldu — strona powinna to odzwierciedlać.
Tylko za zgodą, najlepiej potwierdzoną na piśmie albo w wiadomości, także na story. Pilnujemy tego w procesie publikacji. Bez filtrów, które obiecują efekt niemożliwy do powtórzenia.
To normalne — fryzjerka z farbą na rękach nie odbiera, a klientka dzwoni do następnego salonu. Odbieranie i zapisy w godzinach otwarcia salonu możemy wziąć na siebie — do ciebie trafia tylko to, co wymaga twojej decyzji.
Ustalamy po Prześwietleniu — płacisz za realny zakres. W małym salonie największą różnicę robi zwykle sama wizytówka ze zdjęciami metamorfoz i Booksy z przypomnieniami.