Marketing dla gabinetu ginekologicznego.
Pacjentka szuka lekarza, któremu zaufa, i terminu, na który nie musi dzwonić. Widoczność, dyskretna rejestracja i treść w granicach prawa.
Dla kogo
Zaufanie zaczyna się przed pierwszą wizytą.
W ginekologii pacjentka wybiera nie gabinet, tylko człowieka. Wpisuje „ginekolog + miasto", „ginekolog prywatnie + miasto", „ginekolożka + dzielnica" albo „USG ciąży + miasto" i czyta opinie dłużej niż w jakiejkolwiek innej specjalizacji. Szuka potwierdzenia, że lekarz jest spokojny, wysłucha i nie ocenia. Marketing dla ginekologa to praca na to zaufanie — zanim pacjentka podniesie słuchawkę.
Gabinet ginekologiczny to podmiot leczniczy, więc reklamować się nie może — może informować. Piszemy o zakresie wizyt, badaniach, cenach, godzinach i kwalifikacjach. Nie obiecujemy efektów leczenia, nie zachęcamy do zabiegów, nie używamy języka, który mógłby wprowadzać w błąd. W tej specjalizacji dochodzi jeszcze jedno: nic, co piszemy, nie może krępować.
Strona odpowiada na pytania, które pacjentka zadaje w głowie: jak wygląda pierwsza wizyta, co obejmuje, ile trwa, ile kosztuje, czy przyjmuje lekarz czy lekarka, czy jest USG na miejscu. Budujemy podstrony pod zakres: wizyta kontrolna, cytologia, USG ginekologiczne, prowadzenie ciąży, antykoncepcja, menopauza — każda rzeczowo, bez diagnoz i bez straszenia. To one łapią frazy, których strona główna nie złapie.
Rejestracja online ma tu większą wagę niż gdziekolwiek indziej. Część pacjentek nie chce mówić przez telefon, po co przychodzi — zwłaszcza w pracy albo w domu przy rodzinie. Zapis online, bez podawania powodu wizyty w polu tekstowym, obniża barierę. Wpinamy twój system rezerwacji w stronę i wizytówkę. Telefon zostaje, ale jako druga droga.
Opinie prowadzimy z podwójną ostrożnością. Prosimy po wizycie, zgodnie z regulaminem Google, nie kupujemy i nie wystawiamy sami. W odpowiedziach nigdy nie potwierdzamy, że ktoś był pacjentką, nie odnosimy się do powodu wizyty ani stanu zdrowia — nawet gdy opinia jest nieprawdziwa. Wtedy zgłaszamy ją i odpowiadamy ogólnie. Formularze na stronie zbierają minimum danych, z jasną informacją RODO, a analityka nie śledzi podstron zabiegów w sposób, który pozwoliłby zidentyfikować pacjentkę.
Pracujemy też z przychodniami wielospecjalistycznymi, gabinetami psychoterapii i medycyną pracy — jeśli poradnia ginekologiczna jest częścią większej placówki, dostaje własną podstronę i własną wizytówkę.
Co robimy dla ginekologa
Bierzemy to, co realnie buduje zaufanie i zapełnia grafik — w granicach tego, co wolno.
Jak wygląda współpraca
Sprawdzamy widoczność, stronę, rejestrację i odbieralność.
Plan pod twój zakres i grafik.
Podstrony, rejestracja, wizytówka, RODO.
Pilnujemy pozycji i opinii w czasie.
Częste pytania
Nie znalazłeś odpowiedzi? Napisz do nas — odpowiemy konkretnie.
Formularz kontaktowy →Jako podmiot leczniczy nie może reklamować, ale może informować: o zakresie wizyt, badaniach, cenach, godzinach i kwalifikacjach. Nie wolno zachęcać do zabiegów ani obiecywać efektów. Wszystko, co robimy, mieści się w tej granicy.
Lokalne i po zakresie: „ginekolog + miasto", „ginekolog prywatnie + miasto", „ginekolożka + dzielnica", „USG ciąży + miasto", „cytologia + miasto". Część pacjentek wpisuje płeć lekarza w zapytaniu — warto, żeby strona to jasno komunikowała.
Informacyjnie: co obejmuje, jak często wizyty, jakie badania, ile kosztuje pakiet albo pojedyncza wizyta. Bez obietnic dotyczących przebiegu ciąży i bez porad medycznych w treści. Rzeczowy opis wystarcza, żeby pacjentka wiedziała, czego się spodziewać.
Chętniej niż w innych specjalizacjach, bo nie muszą mówić przez telefon, po co przychodzą. Formularz bez pola „powód wizyty" albo z opcją „powiem na miejscu" obniża barierę. Telefon zostaje jako druga droga.
Ogólnie i spokojnie, bez potwierdzania, że autorka była pacjentką, i bez odnoszenia się do stanu zdrowia. Dotyczy to też opinii nieprawdziwych — te zgłaszamy do Google, a w odpowiedzi zapraszamy do kontaktu bezpośredniego.
Formularze zbierają minimum: imię, kontakt, preferowany termin. Jasna informacja o przetwarzaniu danych przy każdym formularzu. Analityka bez pikseli reklamowych i bez identyfikacji osoby na podstronach badań.
Tak, jako osobne podstrony z zakresem wizyty i cennikiem. To frazy, po których pacjentki szukają lekarza, a strona główna ich nie złapie. Piszemy informacyjnie, bez porad i bez diagnoz w tekście.
Ustalamy po Prześwietleniu — płacisz za realny zakres. W gabinecie ginekologicznym największą różnicę robi zwykle rejestracja online widoczna z wizytówki i podstrony pod zakres wizyt.